sobota, 16 maja 2015

if you know

Piję i już nie wytrzymuję.

Pomarańczowo- kawowa nalewka powoli spływa po moim przełyku, trochę pali, jest mi dobrze.

Spłoszone sarenki gubią się wśród zbyt starych kamieni, zbyt wąskich ścieżek, potykają się powiewając długimi, czarnymi płaszczami.

Najwyższy czas stanąć przed sobą samą i przyznać, ok, jest jak jest, najwyższy czas na zostawienie w spokoju romantycznej, słodkiej i cnotliwej kobietki.

Koniec końców, kłamstwa przynoszą dobro tylko wszystkim wokół, nigdy mnie samej.

Zaciskam więc niepokój w pięści i stawiam stopy pewnie i mocno na ziemi. Kładę się do łóżka przed świtem, w małej czarnej, prowadząc dziwnie trzeźwy dialog z sufitem.

Obrigada, Saramago.



piątek, 8 maja 2015

ha musica no povo

Jestem ćwiartką
pomarańczy.

Czuję ogień i krew na gardle, a moje płuca lepią się jakby zalane miodem i już prawie nie mogę oddychać.

Rozsiadam się nonszalancko i z rozczuleniem patrzę na słodkie usta po raz pierwszy wypowiadające portugalskie głoski, tak uroczo piękne w swej niedoskonałości.

Czy naprawdę w przeciągu kilka miesięcy można poznać więcej WAŻNYCH osób niż przez całe wcześniejsze życie? Przeszłość, pod napływami nowych wrażeń rozmywa się, jakby nigdy nie istniała, jest dziwnie mdła i w gruncie rzeczy niesmaczna.

Ciało już nie daje rady i rozpada się, topi, a ja stoję gdzieś z boku i obojętnie gubię się w fado.

Dzień dobry pośród dziwek i pessoów. Idziemy spać.









poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Abremela...

Buduję powoli
Żelbeton
mojego ciała.

Chwieję się, ale już nie upadam, daję spokój zbyt urywanym, zbyt silnym spazmom i patrzę na siebie z zewnątrz. 

Kiedyś Duras pisała "Bardzo wcześnie w moim życiu było za późno. Zestarzałam się mając osiemnaście lat (...) To starzenie się było okrutne". I teraz właśnie tak się czuję.

Już mnie nie ma, już tylko obserwuję z zewnątrz drobne szczątki dawnych uczuć, jakbym umarła i patrzyła na wszystko z zewnątrz.

Starzeję się czy po prostu znikam?


niedziela, 5 kwietnia 2015

p-o-i-s-o-n

Usłyszałam kiedyś, że nie umiem być szczęśliwa.

A może wcale nie chodzi o to, że nie umiem. Raczej o to, że kiedy już wszystko jest w porządku, nagle się wycofuję, kiedy nie ma w moim życiu cierpienia, tęsknoty i melancholii to mam wrażenie, że coś jest nie tak. Trzeba o coś walczyć, cierpieć w imię związku, zazrościć? Proszę bardzo. Wszystko jest w porządku, mam w ramionach mężczyznę który zrobi dla mnie wszystko, wszystko zrozumie, wszędzie mnie zabierze? O nie, tak nie może być, jest za dobrze.

Sądzę, że muszę rozróżnić zakochiwanie się w kimś i wpadanie w kogoś. Zakochuję się w mężczyznach różnego rodzaju, bardziej i mniej przystojnych, bardziej i mniej wyrafinowanych  i w większości przypadków jest to bardzo silnie połączone z pożądaniem, które kompletnie mnie zaślepnia, z którym nie umiem sobie poradzić. Może dlatego nie jestem skuteczną uwodzicielką. Nie uwodzę, nie rozbudzam pożądania- sama pożądam, i to tak mocno że rzadko kiedy jestem w stanie to ukryć. To widać. A mężczyźni tego nie lubią, wbrew pozorom wolą te całe gry, może tak może nie, nic nie może być zbyt łatwe. I nie jest, naprawdę nie jest.

Natomiast w kobiety przepadam. Kompletnie. Po pierwsze, czuję to już przy pierwszym spotkaniu. Nie chodzi tu o żadną miłość od pierwszego wejrzenia, nic z tych rzeczy. Raczej o siłę charakteru której nie da się ukryć, przynajmniej nie przede mną. Zazwyczaj są to artystki, tancerki. Tym razem aktorka. Ma w sobie „pewność, o którą wszystkim wam chodzi”. Towarzyszy jej coś co wywołuje u mnie przekonanie że wszystko co robi jest idealne, każda decyzja słuszna, każda opinia poparta milionem argumentów, nawet jeśli jej słowa są pochopne i głupie, w moich uszach brzmią tak dojrzale i poważnie. Po drugie, zazwyczaj ludzkie ciało jest tylko ciałem. Ale nie ciało Kobiety W Którą Się Przepada. Nie, w tym przypadku wszystko jest wyjątkowo cenne, każdy włos, każdy skrawek skóry, paznokcie, wszystko. Pragnę jej dotykać ale jednocześnie boję się i nie czuję godna, jest to ciało które się celebruje, nie korzysta się z niego dla własnej przyjemności. Jest to ciało kobiety z którą nie byłabym w stanie się przespać, przynajmniej nie dla obopólnej przyjemności. Jeśli już to pieściłabym ją, prawie modliła się do każdego milimetra tej skóry, sama nie zdejmując z siebie nic. I po trzecie, są to kobiety które mnie onieśmielają. Nie jestem w stanie rozmawiać z nimi tak po prostu, boję się powiedzieć za dużo, boję się, że będzie widać. Bo takie rzeczy przecież widać. A kim ja jestem żeby móc pożądać kogoś takiego? Mimo że lubię moje ciało, w obliczu takiej kobiety czuję się nagle o wiele za wysoka, czuję dogłębnie każdą jedną niedoskonałość mojego własnego ciała, nagle mam za duży nos, za duże stopy, za małe piersi, nagle moje sliczne biodra, mój idealnie płaski brzuch, moje takie przecież piękne, wielkie oczy znikają, nagle czuję się wielka, karykaturalna, jakby jej piękno, nawet jeśli istnieje tylko w mojej głowie, uwydatniało wszystkie moje wady, jakbyśmy były odległymi biegunami które muszą, muszą być sobie przeciwne, i tak im ona jest bardziej otwarta, tym ja mniej się odzywam, im bardziej jest szczęśliwa w tym większą melancholię popadam, im więcej ma w sobie inteligencji, powabu i pewności, tym bardziej niezgrabna i niewykształcona się czuję.

Są to kobiety przy których niegdy, przenigdy nie byłabym szczęśliwa. Które obserwuję z ukrycia i które chyba nawet nie wiedzą o moim istnieniu. I których tak naprawdę nie znam, bo czy można poznać artystę? Tak naprawdę, naprawdę poznać? To śmieszne pytanie, oczywiście, oczywiście że nie. Bo są to ludzie którzy do nikogo nie należą. Są to kobiety o których nikt nigdy nie powie „moja Magda, moja, moja”. Nigdy. Choćbyś był na wyciągnięcie ręki, od lat, choćbyś był najbliższą im osobą to one nadal należą tylko i wyłącznie do samych siebie i kryją w sobie swój osobisty wszechświat do którego tylko one same mają dostęp.

Cierpię więc sobie z daleka, niby na wyciągnięcie ręki ale tak naprawdę niewyobrażalnie daleko. Jak bohaterowie starych romansów , którzy podziwiają swoje damy z daleka, tak zaskoczeni ich siłą i delikatnością, ze nie rozumieją jak ktoś taki może w ogóle stąpać po ziemi.

Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak bardzo mężczyzną.



piątek, 3 kwietnia 2015

let it be

Leniwie pozwalam na mój pogrzeb w śniegu.

Jest mi miękko i dobrze, moja skóra jest tak zimna, że lodowate płatki nie rozpuszczają się na niej, układają się za to w piękny obraz, mozaikę moich pewności.

Już prawie nic nie widzę, mam zamglone oczy, które bolą od wpatrywania się w czarną zasłonę lasu, szukając wilków i dziecinnych snów, rozpaczliwie szukając czegoś co mnie jeszcze rozszarpie. W końcu nie ma nic lepszego na dobry sen.


(nie)zadowolona z polowania.


poniedziałek, 30 marca 2015

Arte

Czasami sztuka
Boli jednak za bardzo.

Kołyszę się na obcasach, jeszcze trochę niepewnie szukam swojej osi.

A więc moje tango jest pyszne. Jesteś taka smaczna.

Słucham muzyki i płaczę, chociaż nie wiem dlaczego. Coś we mnie wije się, wrzeszczy, szarpie, a ja nie wiem co i uspokajam się jakbym była małym dzieckiem, już w porządku, wszystko będzie dobrze, to tylko zły sen.

Czasem wszechświat to za mało. Więc ignoruję samą siebie i pozwalam by moja twarz marzła i mokła.

Dobrze jej tak.


wtorek, 17 lutego 2015

empty

Jest mi pusto
w środku.

Byłam już w tak wielu miejscach, byłam taka odważna, taka pewna.
I nagle mój wszechświat zaczyna się ograniczać do mojego łóżka, do mojej ostoi, do mojego jedynego mieszkania, z daleka od telefonów, maili, innych ludzi, załatwiania spraw.

Więc... Beksiński?

Im szybciej pędzimy tym szybciej wypadamy z torów, tym szybciej tracimy przytomność, tym szybciej się spalamy, a im wolniej... im wolniej? co wtedy?

Rozpływam się.

Fuj, to takie obrzydliwe. Ale im dłużej to robię, tym mi dalej do tego kim kiedyś byłam.

Stopniowe Wytracanie Prędkości.

Już

Prawie

Znikam.





środa, 21 stycznia 2015

it's where he is now, but it wasn't what he planned

Jestem Twoją Kochanką.

Carlos, jestem cała twoja. Jestem twoją muzyką i twoja muzyka jest we mnie.

Dotykam jego ciała, napiętego, gładkiego, jego mięśnie są tak twarde, ma tak długie palce... Przytulam się do jego piersi i oddycham powoli, smakując pozostający na języku smak nalewki z aronii, oddychając ciężkim aromatem mojej pełni. Ale jego ciało jest tylko drogą, nie celem, jest tylko pośrednikiem, jest tylko marnym, fizycznym odzwierciedleniem tego co jest we mnie. Tańczę głaszcząc stopami dywan, nie odrywając ich od podłogi, tak jak uczył mnie A. gdy siedzieliśmy w Lizbonie przy lampce wina, otoczeni papierosowym dymem, a jego żona niecierpliwie wydzwaniała pytając kiedy wróci do domu. 

Oh, nie musisz być dżentelmenem, nie dzisiaj.

Kocham się z muzyką, kocham się w muzyce. Jestem prawie nie-obecna.

Tak, było mi dobrze.
Nie, dziekuję, nie musisz zapamiętywać mojego imienia.
Pójdę już, spóźnisz się do pracy.
Na razie.




niedziela, 11 stycznia 2015

ship on hollow ponds

Piekące oczy obserwują jak przez mgłę jadącego obok mnie człowieka. Stoi przy mnie w autobusie i nagle jego głowa pęka, na pół, widzę jego mózg w dziwnym kolorze, widzę rozpadającą się tkankę, widzę zbyt jasną krew płynącą po jego twarzy. Widzę jego całość i to, jaki jest, widzę jego lęki i jego nadzieje ukryte między wijącymi się jak żmije zwojami.

Psychomechaniczny rozkład na części pierwsze.

Odwracam się w stronę okna, przymykam oczy i wsłuchuję się w muzykę, każdym atomem mojego ciała.

Zabierz mnie, zabierz mnie do domu.

Gdziekolwiek to jest.


poniedziałek, 5 stycznia 2015

inside every heartbeat

Najsmutniejszy człowiek świata

Siedzi przy moim stole.

Piję herbatę parząc sobie usta.

Jest nie tam gdzie powinien być, nie tam gdzie mógłby. Jest przywiązany do tego miejsca i już nie umie się z niego ruszyć. Nie po tylu latach.

Najsmutniejszy człowiek świata

Milczy.

Nie wiem co mu powiedzieć.

Znamy się od zawsze, zbyt długo żeby wiedzieć cokolwiek o sobie nawzajem.

Najsmutniejszy człowiek świata

Nie wiem że nim jest.

Nie wie co go dotyka i co go wzywa, nie wie, czym jest to coś co go ściska od środka i nie pozwala mu spać.

Ja wiem ale nie odzywam się, przecież jestem zbyt młoda, nic nie rozumiem.

Duszę w sobie słowa którym i tak nie umiem nadać odpowiedniego kształtu i wyrazu.

Boję się o najsmutniejszego człowieka świata.

Błagam, niech już przyjdzie wiosna.