sobota, 16 maja 2015

if you know

Piję i już nie wytrzymuję.

Pomarańczowo- kawowa nalewka powoli spływa po moim przełyku, trochę pali, jest mi dobrze.

Spłoszone sarenki gubią się wśród zbyt starych kamieni, zbyt wąskich ścieżek, potykają się powiewając długimi, czarnymi płaszczami.

Najwyższy czas stanąć przed sobą samą i przyznać, ok, jest jak jest, najwyższy czas na zostawienie w spokoju romantycznej, słodkiej i cnotliwej kobietki.

Koniec końców, kłamstwa przynoszą dobro tylko wszystkim wokół, nigdy mnie samej.

Zaciskam więc niepokój w pięści i stawiam stopy pewnie i mocno na ziemi. Kładę się do łóżka przed świtem, w małej czarnej, prowadząc dziwnie trzeźwy dialog z sufitem.

Obrigada, Saramago.



piątek, 8 maja 2015

ha musica no povo

Jestem ćwiartką
pomarańczy.

Czuję ogień i krew na gardle, a moje płuca lepią się jakby zalane miodem i już prawie nie mogę oddychać.

Rozsiadam się nonszalancko i z rozczuleniem patrzę na słodkie usta po raz pierwszy wypowiadające portugalskie głoski, tak uroczo piękne w swej niedoskonałości.

Czy naprawdę w przeciągu kilka miesięcy można poznać więcej WAŻNYCH osób niż przez całe wcześniejsze życie? Przeszłość, pod napływami nowych wrażeń rozmywa się, jakby nigdy nie istniała, jest dziwnie mdła i w gruncie rzeczy niesmaczna.

Ciało już nie daje rady i rozpada się, topi, a ja stoję gdzieś z boku i obojętnie gubię się w fado.

Dzień dobry pośród dziwek i pessoów. Idziemy spać.