Carlos, jestem cała twoja. Jestem twoją muzyką i twoja muzyka jest we mnie.
Dotykam jego ciała, napiętego, gładkiego, jego mięśnie są tak twarde, ma tak długie palce... Przytulam się do jego piersi i oddycham powoli, smakując pozostający na języku smak nalewki z aronii, oddychając ciężkim aromatem mojej pełni. Ale jego ciało jest tylko drogą, nie celem, jest tylko pośrednikiem, jest tylko marnym, fizycznym odzwierciedleniem tego co jest we mnie. Tańczę głaszcząc stopami dywan, nie odrywając ich od podłogi, tak jak uczył mnie A. gdy siedzieliśmy w Lizbonie przy lampce wina, otoczeni papierosowym dymem, a jego żona niecierpliwie wydzwaniała pytając kiedy wróci do domu.
Oh, nie musisz być dżentelmenem, nie dzisiaj.
Kocham się z muzyką, kocham się w muzyce. Jestem prawie nie-obecna.
Tak, było mi dobrze.
Nie, dziekuję, nie musisz zapamiętywać mojego imienia.
Pójdę już, spóźnisz się do pracy.
Na razie.