poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Abremela...

Buduję powoli
Żelbeton
mojego ciała.

Chwieję się, ale już nie upadam, daję spokój zbyt urywanym, zbyt silnym spazmom i patrzę na siebie z zewnątrz. 

Kiedyś Duras pisała "Bardzo wcześnie w moim życiu było za późno. Zestarzałam się mając osiemnaście lat (...) To starzenie się było okrutne". I teraz właśnie tak się czuję.

Już mnie nie ma, już tylko obserwuję z zewnątrz drobne szczątki dawnych uczuć, jakbym umarła i patrzyła na wszystko z zewnątrz.

Starzeję się czy po prostu znikam?


niedziela, 5 kwietnia 2015

p-o-i-s-o-n

Usłyszałam kiedyś, że nie umiem być szczęśliwa.

A może wcale nie chodzi o to, że nie umiem. Raczej o to, że kiedy już wszystko jest w porządku, nagle się wycofuję, kiedy nie ma w moim życiu cierpienia, tęsknoty i melancholii to mam wrażenie, że coś jest nie tak. Trzeba o coś walczyć, cierpieć w imię związku, zazrościć? Proszę bardzo. Wszystko jest w porządku, mam w ramionach mężczyznę który zrobi dla mnie wszystko, wszystko zrozumie, wszędzie mnie zabierze? O nie, tak nie może być, jest za dobrze.

Sądzę, że muszę rozróżnić zakochiwanie się w kimś i wpadanie w kogoś. Zakochuję się w mężczyznach różnego rodzaju, bardziej i mniej przystojnych, bardziej i mniej wyrafinowanych  i w większości przypadków jest to bardzo silnie połączone z pożądaniem, które kompletnie mnie zaślepnia, z którym nie umiem sobie poradzić. Może dlatego nie jestem skuteczną uwodzicielką. Nie uwodzę, nie rozbudzam pożądania- sama pożądam, i to tak mocno że rzadko kiedy jestem w stanie to ukryć. To widać. A mężczyźni tego nie lubią, wbrew pozorom wolą te całe gry, może tak może nie, nic nie może być zbyt łatwe. I nie jest, naprawdę nie jest.

Natomiast w kobiety przepadam. Kompletnie. Po pierwsze, czuję to już przy pierwszym spotkaniu. Nie chodzi tu o żadną miłość od pierwszego wejrzenia, nic z tych rzeczy. Raczej o siłę charakteru której nie da się ukryć, przynajmniej nie przede mną. Zazwyczaj są to artystki, tancerki. Tym razem aktorka. Ma w sobie „pewność, o którą wszystkim wam chodzi”. Towarzyszy jej coś co wywołuje u mnie przekonanie że wszystko co robi jest idealne, każda decyzja słuszna, każda opinia poparta milionem argumentów, nawet jeśli jej słowa są pochopne i głupie, w moich uszach brzmią tak dojrzale i poważnie. Po drugie, zazwyczaj ludzkie ciało jest tylko ciałem. Ale nie ciało Kobiety W Którą Się Przepada. Nie, w tym przypadku wszystko jest wyjątkowo cenne, każdy włos, każdy skrawek skóry, paznokcie, wszystko. Pragnę jej dotykać ale jednocześnie boję się i nie czuję godna, jest to ciało które się celebruje, nie korzysta się z niego dla własnej przyjemności. Jest to ciało kobiety z którą nie byłabym w stanie się przespać, przynajmniej nie dla obopólnej przyjemności. Jeśli już to pieściłabym ją, prawie modliła się do każdego milimetra tej skóry, sama nie zdejmując z siebie nic. I po trzecie, są to kobiety które mnie onieśmielają. Nie jestem w stanie rozmawiać z nimi tak po prostu, boję się powiedzieć za dużo, boję się, że będzie widać. Bo takie rzeczy przecież widać. A kim ja jestem żeby móc pożądać kogoś takiego? Mimo że lubię moje ciało, w obliczu takiej kobiety czuję się nagle o wiele za wysoka, czuję dogłębnie każdą jedną niedoskonałość mojego własnego ciała, nagle mam za duży nos, za duże stopy, za małe piersi, nagle moje sliczne biodra, mój idealnie płaski brzuch, moje takie przecież piękne, wielkie oczy znikają, nagle czuję się wielka, karykaturalna, jakby jej piękno, nawet jeśli istnieje tylko w mojej głowie, uwydatniało wszystkie moje wady, jakbyśmy były odległymi biegunami które muszą, muszą być sobie przeciwne, i tak im ona jest bardziej otwarta, tym ja mniej się odzywam, im bardziej jest szczęśliwa w tym większą melancholię popadam, im więcej ma w sobie inteligencji, powabu i pewności, tym bardziej niezgrabna i niewykształcona się czuję.

Są to kobiety przy których niegdy, przenigdy nie byłabym szczęśliwa. Które obserwuję z ukrycia i które chyba nawet nie wiedzą o moim istnieniu. I których tak naprawdę nie znam, bo czy można poznać artystę? Tak naprawdę, naprawdę poznać? To śmieszne pytanie, oczywiście, oczywiście że nie. Bo są to ludzie którzy do nikogo nie należą. Są to kobiety o których nikt nigdy nie powie „moja Magda, moja, moja”. Nigdy. Choćbyś był na wyciągnięcie ręki, od lat, choćbyś był najbliższą im osobą to one nadal należą tylko i wyłącznie do samych siebie i kryją w sobie swój osobisty wszechświat do którego tylko one same mają dostęp.

Cierpię więc sobie z daleka, niby na wyciągnięcie ręki ale tak naprawdę niewyobrażalnie daleko. Jak bohaterowie starych romansów , którzy podziwiają swoje damy z daleka, tak zaskoczeni ich siłą i delikatnością, ze nie rozumieją jak ktoś taki może w ogóle stąpać po ziemi.

Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak bardzo mężczyzną.



piątek, 3 kwietnia 2015

let it be

Leniwie pozwalam na mój pogrzeb w śniegu.

Jest mi miękko i dobrze, moja skóra jest tak zimna, że lodowate płatki nie rozpuszczają się na niej, układają się za to w piękny obraz, mozaikę moich pewności.

Już prawie nic nie widzę, mam zamglone oczy, które bolą od wpatrywania się w czarną zasłonę lasu, szukając wilków i dziecinnych snów, rozpaczliwie szukając czegoś co mnie jeszcze rozszarpie. W końcu nie ma nic lepszego na dobry sen.


(nie)zadowolona z polowania.