Nagle,
nieoczekiwanie, już nikogo nie potrzebuję.
Najlepiej bawię się
sama, przytulam się do moim trupów i liżę im rzęsy. Po raz pierwszy od
dłuższego czasu dźwięki gitary rozrywają mnie, rozrywają mnie na kawałki.
Jestem taka cała,
patrzę ma moje niefunkcjonujące części walające się po podłodze i z całą
jasnością nagle rozumiem że tak właśnie ma być.
Nic nie musi być
jasne i zrozumiałe.
Skąd to dziecko?
Nie wiem skąd.
Urządzam sobie
imprezę na łóżku, ściany które kilka lat temu nasiąknęły śmiercią i bólem
synchronizują się z moim wnętrzem.
Najwięcej sensu
znajduję w szpitalach psychiatrycznych
Ping... Pong...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz