niedziela, 21 grudnia 2014

one flight

Nagle, nieoczekiwanie, już nikogo nie potrzebuję.

Najlepiej bawię się sama, przytulam się do moim trupów i liżę im rzęsy. Po raz pierwszy od dłuższego czasu dźwięki gitary rozrywają mnie, rozrywają mnie na kawałki.

Jestem taka cała, patrzę ma moje niefunkcjonujące części walające się po podłodze i z całą jasnością nagle rozumiem że tak właśnie ma być.

Nic nie musi być jasne i zrozumiałe.

Skąd to dziecko? Nie wiem skąd.

Urządzam sobie imprezę na łóżku, ściany które kilka lat temu nasiąknęły śmiercią i bólem synchronizują się z moim wnętrzem.

Najwięcej sensu znajduję w szpitalach psychiatrycznych

Ping... Pong...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz