poniedziałek, 27 października 2014

Red right hand

Jest zimno. 

Rozpadam się na kawałki, nie umiem sobie poradzić. To dziwne uczucie. Kiedy robię wszystko tak jak należy, ale rezultaty są śmieszne, żałosne. Jestem rozszczepiona, jest tyle mnie, tyle mnie że już nie wiem gdzie mogłabym się szukać, gdzie zacząć, gdybym chociaż dostała jakąś małą wskazówkę, jakąś drobną informację od kogoś komu mogłabym zaufać, ale nie, nie dostaję nic. Także szukam się trochę po omacku, a może już dałabym sobie z tym spokój? Myślę czasem o prostych ludziach. Myslę o tym że zazdroszczę głupoty, ignorancji. Różne rzeczy bolą, ale nie wszystkich, czasem chciałabym móc być prosta, na tyle prosta żebym przynajmniej ja sama mogła się pojąć, chociaż tak. Choć odrobinę. 

Leżę w łóżku i gładzę się po napiętej skórze brzucha. Chyba z oczu ciekną mi łzy, a może to tylko myśli. Nieważne. 

Kochana.

 Patrzę w sufit i zauważam na nim pająka. Lubię pająki, a ten jest w dodatku całkiem zabawny. Naprawdę zabawny, idzie po moim suficie jakby nigdy nic, jakby nic mu nie groziło, jakby był u siebie. W sumie może jest, może to ja bezprecedensowo wtargnęłam na jego terytorium i teraz leżę i mimochodem pieszczę sobie brzuch a pająk mysli, no kurwa, to przecież moje, co ona tu robi. Może nawet zsunie się z sufitu i wyląduje na moim łóżku, chcąc pokazać mi że nie mogę sobie tak po prostu na wszystko pozwalać.

A może przyjdzie w nocy, kiedy już zasnę.

W każdym razie póki co sunie powoli po suficie i wygląda jakby kwestie własności tego lokalu miał głęboko gdzieś. Zresztą, ja też jestem tu przecież tylko na chwilę.

Jak zawsze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz